Czy moda na drwala przetrwa?

Czy moda na drwala przetrwa?

Mężczyzna, który chce być modny, musi, niestety, poddać się pewnego rodzaju etykietowaniu. Jednym z ostatnich trendów popularnych zarówno w Polsce, jak i na świecie jest lumberseksualizm, popularnie określany „modą na drwala”. Bezpośrednio zastąpił on promowany wcześniej szeroko typ metroseksualny, ku uciesze wielu mężczyzn zresztą.
Gdyby na podstawie dotychczasowej popularności „drwala” ktoś się nie zorientował, nie można jednak dać się zwieść pozorom. Typ ten to nie żyjący na terenach dzisiejszej Alaski traper. Wygląd wyznawcy stylu lumberseksualnego jest bowiem równie dopracowany, co styl metroseksualnego młodzieńca czy hipstera. „Drwala” poznamy obecnie wcale nie po toporku, lecz po stylu ubierania i doboru dodatków. Kraciasta koszula flanelowa lub szeroki sweter, dżinsy, czapka stanowiąca wytwór rękodzieła i na pozór za duże buciska – to znak rozpoznawczy. Strój odpowiedni do lasu, ale i na zimę w mieście.
Źródeł lumberseksualizmu doszukiwać się należy – a jakże! – w Stanach Zjednoczonych. Kilka lat temu nieoczekiwanie na czerwonym dywanie mogliśmy zaobserwować nagły wysyp brodaczy. Brad Pitt, Ryan Gosling, Leonardo diCaprio, Ben Affleck… dziwnym zrządzeniem losu, ulubieńcy kobiet z uporem zaczęli lansować zarost. Niemal równoległe brodacze opanowali wybieg pokazów mody. Większość modeli, realizujących kampanie dla największych projektantów, została proszona o zapuszczanie brody, dzięki czemu maszynka do golenia pożegnała się ze światem, który do tej pory dość jednoznacznie narzucał gładką twarz, dopuszczając co najwyżej seksowny trzydniowy zarost.
Brodaci aktorzy, modele, styliści, artyści… Nic dziwnego, że moda ta dotarła także nad Wisłę. Niektóre rodzime gwiazdy zarost nosiły od dawna, ale dopiero teraz zaczęło się to rzucać w oczy, wzbudzając zainteresowanie Polek. W naszym kraju trend ten został uaktywniony przez marketingowców – jak powszechnie wiadomo, moda zwykle zwiększa popyt na ubrania, kosmetyki i gadżety z konkretnej półki.
Broda jawi się jako symbol męskości i dużej zawartości testosteronu w mężczyźnie. Właśnie w tej zależności wielu socjologów dopatruje się popularności trendu „na drwala”. Po latach kryzysu męskości jest to swego rodzaju powrót do źródeł męskości. Większość kobiet deklaruje, iż poszukuje silnego mężczyzny, dawcy dobrych genów – jest to zresztą uwarunkowane genetycznie. Wizerunek drwala, jeśli nie jest gwarantem takiego stanu rzeczy, to przynajmniej stwarza jego pozory.
Słowo pozory jest tu użyte celowo, ponieważ niezależnie od niechlujnego uroku drwala, wyznawca stylu lumberseksualnego na swój wizerunek poświęca tyle samo czasu, co mężczyzna metroseksualny pieczołowicie piłujący paznokcie, regulujący brwi i wklepujący kremy pod oczy. Koszula flanelowa, która przez całe lata miała ten atut, że nie trzeba jej było prasować, nagle prasowana być musi z pieczołowitością podobną tej stosowanej przy trosce o zarost.
Poprzez uwięzienie w wyznacznikach mody pojęcie męskości nieco ucieka, zatem przed współczesnymi przedstawicielami płci silniejszej stoi nie lada wyzwanie, zanosi się bowiem na to, że moda „na drwala” szybko nie przeminie.